Od kilku dni jesteśmy w NATO i cieszymy się z tego ogromnie. Sukces-jak to powiadają-ma wielu ojców. Nie będę się więc przyznawał się do ojcostwa, bo swoich ośmioro dzieci jest wystarczającym źródłem kłopotów. Na użytek przyszłych historyków pragnę sformułować parę prostych prawd. Otóż były trzy warunki konieczne naszego wstąpienia do NATO:
Po pierwsze trzeba było w Polsce zmienić ustrój i wyprowadzić ją z Układu Warszawskiego. Przypomnę, że dwa dni po rozwiązaniu Układu Warszawskiego (3 lipca) pojawiłem się w Kwaterze Głównej NATO w Brukseli. To nie był przypadek - przypadki mają rację bytu w gramatyce, nie w polityce. To było wskazanie kierunku.
Po drugie trzeba było wyprowadzić obce wojska zkraju. Ostatni żołnierz radziecki (wtedy już rosyjski) opuścił Rzeczpospolitą 17 września 1993 roku. Nikt o zdrowych zmysłach nie może twierdzić, że Polska mogła wejść do NATO z prezentem sowieckich garnizonów.
Po trzecie zaś Polska musiała mieć układy o przyjaźni i dobrym sąsiedztwie z wszystkimi sąsiadami. NATO nie bierze sobie na kark kłopotów z niepewnymi granicami I potencjalnym zarzewiem konfliktów.Jednym z powodów dla których Słowacja nie znalazła się w pierwszej transzy państw postkomunistycznych były napięcia z Węgrami.
To były warunki konieczne wejścia do NATO. Sukces ma wielu ojców i bardzo słusznie.Wieluludzi trudziło się nad tym i ich wysiłek nie został nigdy doceniony a nawet zauważony.Pragnę im wszystkim z tego miejsca podziękować. Życie społeczne to historia zbiorowych wysiłków, jednostki mogą jedynie stanowić ich (mniej lub barziej uprawniony) symbol. Pragnę jednak powiedzieć o dwu wydarzeniach,do których roszczę sobie pretensje na prawach wyłączności.
Pierwsza to tak zwana "Deklaracja Warszawaska" prezydenta Jelcyna. Wyraził on zgodę na wejście Polski do NATO. Nie została ona jednak podchwycona przez Zachód i po paru tygodniach się Prezydent Rosji z tego wycofał. W polityce jest tak,że jak się nie skorzysta z okazji, to druga może się nie zdarzyć. Wyciągneliśmy rękę, która zawisła w próżni. Spotkałem przed rokiem w Kalifornii ministra Kozyriewa, który do tej pory nie może wyjść z podziwu jak też mi się to udało przekonać jego szefa.
Druga (I bardziej udana) to wprowadzenie w 1996 sprawy wejścia do NATO w obręb kampanii wyborczej prezydenckiej w USA. Rozmawiałem zarówno z kandydatem republikańskim jak i zdemokratycznym. Przestałem pełnić urząd prezydenta, ale nie przestałem pracować na rzecz Rzeczpospolitej na forum międzynarodowej. Obaj kandydaci licytowali się i nasza sprawa tylko na tym zyskiwała. W rezultacie Prezydent Clinton zaprosł nas do NATO.
Flaga polska wjechała na maszt w Brukseli, a polscy wojacy mogą naszywać sobie różę wiatrów na mundury. Nad naszym krajem rozciągnięty został parasol ochronny NATO. Bezpieczeństwo militarne ma też i swój (niebagatelny) ekonomiczny wymiar. Wtedy wejdą do nas amerykańscy generałowie: General Motors i General Electric. Ale czy to bezpieczeństwo jest pewne. Znam artykuł V Traktatu Waszyngtońskiego, ale mnie to nie uspakaja. Diabeł - powiadają tkwi w szczegółach, a te nie są mi znane. Szczegóły dotyczące zarówno traktatów NATO - Rosja jak i naszego członkostwa w Pakcie. Obawiam się abyśmy nie byli członkami drugiej kategorii. Skierowałem nawet list do pana Premiera z prośbą o wyjaśnienie tych szczegółów, w których mógł kryć się diabeł.
W kwietniu będziemy celebrować półwiecze Paktu Północnoatlantyckiego i wezmę udział w tej uroczystości z dumą. Podam wtedy rękę (zamiast nogi) prezydentowi Kwaśniewskiemu. Przyjąłem jego przeprosiny do czego mnie redaktor Tomasz Lis (chytrus) zniewolił. Będzie to dowodem, że dlas Polski nie ma innej drogi niźli do NATO . Będę pamiętał ile ta uroczystość dla Polski znaczy, ale będę też pamiętał wskazówki starego rabina, który udzielał mi takich oto wskazówek: ty się nie martw kiedy jest źle,bo musi być lepiej; ty się martw kiedy jest dobrze, bo musi przyjść gorzej.